środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 21

- Hej, hej wstawaj. No ej ile ja mam cię budzić. Dziewczyno rusz dupę. - ktoś mną potrząsał. Podskoczyłam jako oparzona i stanęłam jak ninja do walki. I wtedy zobaczyła lily jej oczy były szeroko otwarte.
- Yyyy no ten. To gdzie jesteśmy? - spytałam ogarniajać się.
- Aktualnie na lotnisku. - rzekła
- No dobra - powiedziałam niepewnie
- Ty na prawdę śpisz jak niedźwiedź. - wymamrotała .
- Miła jesteś - syknęłam - która godzina? - spytałam ziewając
- Prawie 5 - powiedziałam
- A gdzie jesteśmy ? - zapytałam ponownie
- W los Angeles. A teraz rusz tą dupę bo inni już dawno polecieli do domu. A ja cię musiałam budzić pół godziny.
- Oj już nie przesadzaj - powiedziałam wychodząc z samolotu
- Nie przesadzam. Oj szkoda, że tego nie widziałaś. Idzie sobie selena za rękę z Justinem. I nagle on nadepnął jej na nogę. Ta zaczęła się na niego wydzierać.
- Już pierwszego dnia skandal - zaśmiałam się
- Się nie dziwę to dziwaczka - dodała Lily i obie wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem. - Chodź już bo inni już pojechali.- jak powiedziała tak zrobiłyśmy i już po chwili stałyśmy przed lotniskiem. Wszytko było takie inne. To miejsce, takie magiczne... Pełno ludzi, przechadzających się na obszarze lotniska... Stanęłyśmy jak wryte ponieważ. Po pierwsze na lotnisku nikt szczególnie nie zwracał na nas uwagi, nikt nas nie wołał. Nikomu nie robiono zdjęć. A po drugie nikogo znajomego mi tu nie było. Spojrzałyśmy po sobie z Lily.
- Lily to gdzie są ci wszyscy? - spytałam
- Stali tu i czekali. - powiedziała przerażona.
- Co my teraz zrobimy? - ponownie zapytałam ją wkurzona oraz przestraszona. My same w wielkim mieście. Nie wiedziałyśmy gdzie iść, co zrobić. Po prostu jeden wielki koszmar. I to wszystko dzięki mnie oczywiście. Bo gdyby kenny mnie obudził to byśmy wszyscy bezpiecznie dotarli do domu, ale nie, on zawsze musi wszystkich wkurzać. Westchnęła ciężko i usiadłam na krawężniku. Oparłam głowę o rękę i zaczęła tupać nogą.
- Zaraz zadzwonię do Fredo. - powiedziała i odeszła na chwilkę od mnie. Siedziałam tak i siedziała. Miałam już dość tego dnia. Byłam głodna, zmęczona, czułam się brudna.
- Zaraz przyjedzie Fredo. - wyrwała mnie z moich myśli Lily.
- To dobrze. - odparłam wstając z krawężnika po czym otrzepałam sobie pupę. - Jaka była jego reakcja kiedy mu powiedziałaś, że jesteśmy na lotnisku? - spytałam
- Zaczął się śmiać i coś tam bełkotał. A na koniec powiedział, że będzie za 15 minut. - przewróciła oczami.
- A justin nie przyjedzie z nim? - spytałam z nadzieją, że powie tak, lecz przeliczyła się.
- Nie. Z resztą nic nie wspominał o JB. - powiedziała - Nie bój się będziecie mogli nacieszyć się sobą w domu. - dodała i poklepała mnie po plecach uśmiechając się zadziornie.
- Co masz na myśli? - spytała sfrustrowana
- Nie gadaj, że nie wiesz. Oboje zaraz się na siebie rzucicie. - rzekła .
- Nie sądzę - powiedziałam przewracając oczami.
- Tylko weźcie jak możecie nie wymieniajcie się śliną przy mnie bo to obrzydliwe. - odparła.
- Może przestać? - wykrzyczała oburzona. - Już nic nas nie łączy, nic oprócz relacji kolega koleżanka. Rozumiesz to? - zapytałam - wczoraj kiedy już wszyscy wychodzili z tego autobusu doszliśmy do wniosku, że lepiej jeżeli będziemy przyjaciółmi. Chce żeby tak zostało.
- Ale jak to? - spytała mrugając oczami.
- No tak to. Jeny. To normalne. Po prostu nie wytrzymałam napięcia i tak po prostu zapytałam się go czy zostaniemy przyjaciółmi. Powiedział, że tak chociaż ja liczyła, że powie Nie i mnie pocałuje, ale przeliczyłam się. Ma mnie gdzieś. Selena miała racje, byłam, jestem i będę dla niego zwykłą gówniarą. W ogóle co ja sobie myślałam, że między nam coś będzie. Boże święty to jest chore i pojebane. - rzekłam unosząc głowę ku górze bo wiedziałam, że nadchodzi fala łez. Moje oczy zaszkliły się przez co było wszystko zamazane, lecz nie chciałam popłakać się obok mojej przyjaciółki. Chciałam być silna i pokazać, że mi nie zależy. Tak na prawdę walczyłam z dwoma światami. Rozum mówił, że mam o nim zapomnieć, że przyje jeszcze na mnie czas, że kiedyś na pewno znajdę kogoś kto będzie opiekuńczy i zostanie ze mną ze względu na wszystko, jednak serce mówiło, co innego. Że mam walczyć do samego końca. Nie poddawać się, bo drugi taki opiekuńczy chłopak i jednocześnie szalony może nie pojawić się w moim życiu. Zawsze wybierałam serce, cokolwiek się działo, zawsze słuchałam głosu serca, lecz teraz muszę posłuchać mojego rozumu. Każdy by mi pewnie powiedział, że źle robię. Że powinnam walczyć o niego. Lecz ja nie potrafię. On jest inny i ja jestem inna. Po prostu jesteśmy z innych bajek. Nie umiem pogodzić się z tym, że może już nigdy nie posmakuje smaku jego ust. Wiem o tym doskonale i chce się z tym pogodzić. Chciałbym mieć taką wróżkę, która przewiduje mi przyszłość , która i doradza i mówi co mam wybrać, co będzie dla mnie lepsze. Lecz to nie jest tak łatwo. W tym życiu by przetrwać trzeba grać. Z tym się pogodziłam. Nie jestem pewna czy dam radę walczyć o niego, o nas. Poddać się czy nie? Tak bardzo bym chciała. Lecz jest już za późno. Teraz wszystko ulegnie zmianie. Boję się spojrzeć mu w twarz i powiedzieć " Tak przyjacielu wszystko jest w porządku". Bo to wszystko jest takie sztuczne. Czemu ludzie muszą kłamać, ukrywać swoje uczucia? Przecież jeżeli się kogoś kocha to robi się dla tej osoby praktycznie wszystko. Tak tak wiem, ja także źle robię ale przecież ludzie już tacy są i to się ni zmieni. Jeżeli jesteś nieśmiała i nie umiesz powiedzieć czegoś wprost nigdy niczego nie osiągniesz........- Boże kiedy on będzie? - spytałam po chwili
- Już jestem - odezwał się głos za nami i obie od razu się odwróciłyśmy.
- No w końcu myślałyśmy, że się nigdy nie doczekamy - powiedziała Lily  przytuliła się do Fredo.
- Tak tak, gołąbeczki, będziecie mieli dużo czasu w domu, żeby się poprzytulać. - rzekłam i wytknęłam do niej język. Kilka minut później siedziałam już w samochodzie słuchając jak dwójka zakochanych flirtuje ze sobą. Założyłam słuchawki na uszy i włączyłam piosenkę, która leciała i leciała przez całą drogę. Nawet nie zauważyłam kiedy samochód zatrzymał się przed wielkim domem. Domem? To nie był dom, to była Willa, albo raczej Hotel tak wielki, że pomieściłby ze 1000 osób. Wysiadłam z auta i stanęłam jak słup soli. Totalnie nie wiedziała w którą stronę iść, serio. Nawet drzwi wejściowych nie widziałam.
- Chodź - powiedział Kenny. Spojrzałam na niego. Skąd on się tu wziął? Spytałam siebie samą. Przecież była tu sama a nagle on stoi obok. Odgarnęłam swe niezręczne dziwne myśli i ruszyłam za nim.
- Gdzie są wszystkie moje walizki? - spytałam idąc za nim
- W twoim pokoju. - odpowiedział stanowczo.
- AHAAA - przeciągnęłam literkę A i zmarszczyłam brwi. Gdy przeszliśmy przez gęsty lecz nie duży park łączący staw zobaczyłam drzwi i gdy do nich doszliśmy kenny otworzył mi drzwi. Weszłam do środka i rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym się znajdowała. Wszystkie meble były takie nowoczesne, a zarazem drogie.
- Idziesz na samą górę. Czyli na 4 piętro, skręcasz w prawo, trzecie drzwi . Tam wchodzisz, tam jest twój pokoju. Justin sam ten pokoju wybrał i kazał wszystkim robotnikom go zrobić dla ciebie. Ponieważ chciał i nadal chce mieć blisko ciebie pokoju. A teraz pójdę. Bo jak widzisz, ty możesz sobie odpoczywać, ale niektórzy muszą tu pracować. - powiedział i odszedł. Stałam w miejscu jeszcze dobre kilka minut. Aż w końcu się ruszyłam. Weszłam po woli po schodach na pierwsze piętro. Następnie na drugie, na trzecie piętro trochę się namęczyła, aż w końcu doszłam na wymarzone piętro 4 ostanie. Tych schodów jest więcej niż gdziekolwiek indziej. Dobrze że mają windę. Windę? Coo? Spojrzałam na windę i przymrużyłam oczy. Kenny nie żyjesz. Powiedziałam do siebie w myślach. Skręciłam w prawo, przeszłam kilka kroków. Nie no dobra nie kilka a kilka set chyba aż w końcu doszłam pod moje ukochane drzwi, które miały kolor zgniłej zieleni. Na drzwiach widniała tabliczka z napisem " pokój księżniczki Lexi " JUSTIN . Pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Otworzyłam pokoju i to co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. Mój pokoju był prawie taki sam lecz trochę większy niż kuchnia oraz salon w moim starym domu. Pierwsze co zrobiłam to rzuciłam się na okrągłe łóżko, które było na środku łóżka.Już nigdy nie chciałam go opuszczać. Byłam zbyt zmęczona, ale teraz czekały mnie wakacje. A po wakacjach, nie wiem sama co zrobię. Wszyscy jesteśmy w kropce. Ta na prawdę to chciałbym iść do szkoły i ją skończyć. Usiadłam na łóżku i zobaczyłam, że przy ścianie leżą kartony oraz walizki. Wstałam niechętnie z łóżku i podeszłam do nich. Ukucnęłam i zobaczyła jakaś karteczkę na której pisało " Moi ludzie byli u twojego taty, zabrali wszystko co należało do ciebie". Otworzyłam jeden karton. Na wierzchu leżał album. Wzięłam go w ręce i otworzyłam. Na pierwszym zdjęciu byłam ja moja mama oraz tata, na następnych wszyscy razem, moja rodzina, pierwsze zdjęcia z lily, z moimi koleżankami i kolegami z klasy. Nawet się nie zorientowałam, a łzy same zaczęły spływać po moich policzkach. Przejrzałam kolejne dwa albumy. I nagle mój brzuch zaczął się wywijać. Odłożyłam wszystko na karton i postanowiłam, że po małej obiado-kolacji. Wyszłam więc z pokoju, ty razem zjechała na parter windą. Nie będę czołgać się po schodach. Gdy stałam już na parterze wszędzie było  tak cicho. Nie wiedziałam gdzie są wszyscy. Zaczęłam chodzić po domu i wchodzić do każdego pomieszczenia. Otwierałam każde drzwi, które widziałam lecz nigdzie nie było nikogo. W końcu po chyba 15 minutach znalazłam kuchnie. Spojrzałam na wielki wiszący zegar i wtedy zobaczyłam, że jest godzina 16.50. Strasznie zgubiłam poczucie czasu. Może dla tego że prawie pół godziny po tym gdy wszyscy wyszli już z samolotu ja dopiero się obudziłam, może dlatego, że przez prawie godzinę siedziałam z lily i czekałam aż przyjedzie, może dlatego, że jechaliśmy ponad pół godziny, no mnie trochę mnie no i na końcu dlatego, że stałam jak słup soli w wielkim domu i leżałam przez kilka minut. Czas leci nieubłaganie. Podeszłam do wielkiej lodówki i otworzyłam ją. Przez znów kilkanaście minut zastanawiałam się co by wziąć, aż w końcu postawiłam na kanapki z szynką, pomidorem, szczypiorkiem, serem. Wyjęłam wszystkie potrzebne składniki, chlebek oraz masełko i zrobiłam sobie kanapki.Ładnie wszystko ułożyłam na talerzu i posprzątałam po sobie. Wzięłam talerz w ręce oraz jedną kanapkę w drugą i zaczęłam jeść. Gdy przechodziłam obok salonu usłyszałam jakieś śmiechy.. Podeszłam bliżej okna .....


MIAŁAM WAM ZROBIĆ NA ZŁOŚĆ I ZAKOŃCZYĆ TERAZ TEN ROZDZIAŁ ALE WAS KOCHAM < 333



Podeszłam bliżej okna i zobaczyłam wszystkich. Totalnie. Siedzieli sobie przy ognisku z piwskami i śmiali. Wszyscy. Justin, Scoot, Moja mama, Lily, Fredo, Jazzy, gitarzysta justina oraz parę innych osób. Bieber siedział do mnie tyłem więc mnie nie wiedział, ale na moje nieszczęście Lily mnie zobaczyła i zaczęła do mnie machać, a wtedy wszyscy mnie zobaczyli. Spojrzałam na Bieber'a który ukazał te swoje białe ząbki. Przewróciłam oczami. Otworzyłam szklane drzwi od balkonu i wyszłam. Podeszłam do nich i po prostu stałam jedząc kanapkę. Nie chciałam usiąść ponieważ wiedziałam, że Justin tylko tak będzie grał by dobrać mi się do jedzenia. Gdy zobaczyłam, że poklepuje miejsce obok siebie.Zrobiłam dziwną minę, zmarszczyłam brwi i usiadłam sobie koło Fredo. Wyszczerzyłam swoje także białe ząbki do Justina i zaczęła konsumować kolejną kanapkę.
- Lexi.? - spytała lily
- Tak? - zapytałam
- Idziemy jutro na zakupy? - spytała
- Chciałabym, ale muszę się rozpakować, posprzątać. Do tego trochę odpocząć. Mam dosyć tego szumu. Chce po prostu położyć się w łóżku i spać przez najbliższy tydzień - odpowiedziała
- A ja razem z tobą - rzekł Justin szczerząc do wszystkich swe kły
- Chyba na podłodze - powiedziała Lily
- Nie, to by było już za wiele, będzie spał pod moim drzwiami - powiedziałam a wszyscy zaczęli się śmiać, oprócz Justina, który siedział z naburmuszoną miną.
- To nie było ani trochę zabawne. - wymamrotał i napił się piwa.
- Było było.- rzekłam i wstała z miejsca - Chce ktoś zapytałam? - zapytałam, a wtedy 3 ręce poleciały w górę, czyli Justina, Fredo oraz Kenniego. - Okey, Kenny, tobie nie dam ponieważ nie obudziłeś mnie gdy wylądowaliśmy....
- TAK, PONIEWAŻ NIE DAŁO SIĘ CIEBIE DOBUDZIĆ. ŚPISZ JAK NIEDŹWIEDŹ! - burknął
- Tym bardziej teraz nie dostaniesz. Nie będę owijała w bawełnę, dam je Fredo. - rzekłam i podałam mu talerz z kanapkami, który chętnie wziął.
- Fredo podzielisz się? - spytał błagalnie Justin
- Nie. Byłeś niegrzeczny - powiedział fredo przeżuwając w buzi kanapkę. Wywróciłam oczami i zaczęłam iść w stronę domu.
- Gdzie idziesz? - spytał Justin
- A co chcesz iść ze mną.? - spytałam uwodzicielsko przegryzając dolną wargę i zatrzepotałam rzęsami.
- Ooooczywiście - rzekł i zaczął wstawać.
- Po moim trupie. - powiedziała i weszłam do domu zanim zdążył zrobić kroczek.Przeszła przez salon, oraz kilka korytarzy i w końcu natrafiłam na windę. Wcisnęłam przycisk i po chwili winda była otwarta, weszłam do niej i wjechałam na samą górę. Gdy winda się otworzyła, wyszłam z niej i poszybowałam do swojego pokoju. Jako, że byłam już dzisiaj zmęczona i była godzina prawie 17.30 postanowiłam, że jutro zrobię porządki oraz ogarnę od góry do dołu cały dom. Otworzyłam pierwszą lepszą walizkę pod ścianą i wzięłam piżamy, oraz kosmetyki. Weszłam do łazienki i nie zastanawiając się napuściłam gorącą wodę do wanny i wsypałam kapsułki które bardzo ładnie pachniały oraz tworzyła się z nich piana. Rozebrałam się do naga i weszłam do wanny od razu się położyłam. Zamknęłam oczy i zaczęłam się relaksować. Po niespełna 15 minutach umyłam swoje ciało i wyszłam z wanny. Od razu owinęłam się ręcznikiem i wyciągnęłam korek z wanny. Stanęłam przed wielkim lustrem. Od razu wytarłam się  ubrała przyszykowaną piżamę. Następnie wysuszyłam włosy oraz spięłam go w szybkiego koka. Obmyłam twarz zimną wodą i dopiero wtedy zauważyłam drugie drzwi. Podeszłam do nich i pociągnęłam za klamkę ale nie dało się otworzyć drzwi. Zrezygnowana wyszłam z łazienki i pojawiłam się w swoim pokoju. Zaczęłam chodzić po pokoju i patrzeć na wszystko. Moją uwagę przykuły kolejne drzwi. Tym razem one były otworzone. To co zobaczyłam mnie zaszokowało. To była wielka garderoba. Bardzo mi się spodobała ponieważ zamiast półek mogłam ciuchy mieć na wieszakach i to mnie cieszyło. Wyszłam z garderoby. I skierowałam się na balkon. Otworzyłam go i wyszłam. Znów usłyszałam te śmiechy. Podeszłam do barierki i spojrzałam w dół.
- Do spania dziecioczki! - krzyknęłam z góry, a wszyscy rozejrzeli się do okoła. Zaśmiałam się. - Dobranoc! - krzyknęłam ponownie, no i wtedy jak na złość scoot spojrzał w górę, a po chwili reszta.
- Nie przyjedziesz się pożegnać.? - spytała mnie mama
- Nie, jestem zmęczona.. - rzekłam - Dobranoc - uśmiechnęłam się do wszystkich i przesłałam im buziaczki.
- Sexy wyglądasz w tej piżamce.! - krzyknął bieber.
- Tylko się nie podnieć - wytknęłam do niego język
- Za późno kochanie - zaśmiał się - Lepiej się mnie bój w nocy mała. - dodał
- Mała to twoja pała - wyszczerzyłam kły
- Lexi kto cię takich słów nauczył? Nie wolno tak mówić - powiedziała groźnie.
- Justin mnie tego nauczył. Powiedział, że można tak mówić. - powiedziałam z miną słodkiego psiaczka. Nie było mowy by mi nie uwierzyła.
- Justin. Co ty jej nagadałeś? - zwróciłam się moja mama do Justina z groźną miną.
- Przecież ja nic jej nie mówiłem. On a kłamie.
- Tak, tak. Jasne. Dobra nara bo chce spać. - powiedziałam i weszła do swojego pokoju. Od razu zrobiło mi się cieplej. Weszłam sobie pod kołderkę i przykryłam się nią. Wzięłam telefon, odblokowałam go i weszłam na TT. Napisałam twetta " Zaczynam nowy rozdział w swoim życiu, bez ciebie, bez nas. Mam nadzieje, że swoje poradzę" dodałam go i już po chwili kilkaset ludzi podawali ten twett dalej oraz lajkowali.. Wyłączyłam telefon, odłożyłam go na półkę nocną. Ułożyłam się wygodnie i już po chwili moje oczy były zamknięte, a ja zaczęłam marzyć oraz śnić.







______________________________________

Podoba się wam?
Bo mi tak. Chociaż za mało w nim JB.
Ale się nie dziwcie teraz będzie go jeszcze mnie.
Zaczną się najgorsze dni.
Będzie przykro, smutno.
Poleją się łzy.
Nic nie będzie już tak samo.
Ale te jeszcze kilka kolejnych rozdziałów będą normalne.
Potem dopiero zacznie się najgorsze :/,

poniedziałek, 10 czerwca 2013

REKLAMA BLOGA

SIEMA. TU JA DEZIA :) 

OTÓŻ ZAŁOŻYŁAM SOBIE BLOGA O ONE DIRECTION I CHCIAŁABYM ZOBACZYĆ CZY TEŻ SPRAWDZIĆ CZY WAM BĘDZIE SIĘ PODOBAĆ I CZY PIAĆ DALEJ. 


http://safeandsound69.blogspot.com/



MAM NADZIEJE, ŻE WAM SIĘ SPODOBA <3


KOCHAM WAS ^_^  

Rozdział 20

- Ja ... - rzekł - Dobrze. Przyjaciele - dodał i uścisnął moją dłoń. Uśmiechnęłam się do niego sztucznie, chociaż on tego nie zauważył.
- No to ten. - powiedziałam puszczając jego dłoń. 
- Idziemy? Bo pewnie na nas czekają.
- Jasnee - mruknął. Wzięłam swoją walizkę raz torbę tak jak on i wyszliśmy z pomieszczenia. Drzwi od Turbus'a były już otwarte. W salonie stała Selena
- Kotku! - pisnęła podekscytowana
- Tylko nie Kotku! - warknął zły. Opuściłam ich wyszłam z Autobusu, ale nie było słychać żadnych pisków, krzyków fanek ponieważ tuż obok stał odrzutowiec. Westchnęłam. " To koniec, wracam do domu z mamą i Lily". Uśmiechnęłam się sama do siebie i spuściłam wzrok. To była na prawdę świetna przygoda, pamiętam jak jeszcze parę tygodni temu wchodziłam tu pierwszy raz to tutaj pierwszy raz gadałam z Justinem, to tutaj zrobiłam mu herbatę, to tutaj to się wszystko zaczęło, zakochałam się ale nie, to nie moja bajka. Oddałam walizkę Kenne'mu ( Nie wiedziałam jak to napisać xd ) i weszłam do odrzutowca. Weszłam do pomieszczenia gdzie wszyscy już siedzieli. Jedno mnie zdziwiło. Lily znów siedziała z Fredo, pewnie moje i Justina słowa dały mu dużo do przemyślenia i wziął sprawy w swoje ręce. Moja mama siedziała ze scotter'em i gadali o czyś zawzięcie, że nawet mnie nie zauważyli. Gdy przeszłam kawałek, zauważyłam, że Lily się na mnie patrzy z Bananem na ryju, lecz po chwili jej wzrok powędrował w tył. Odwróciłam się napięcie i zobaczyłam Justina oraz Selenę, którzy trzymali się na ręce. Wzrok mój i Justina się spotkał. Uśmiechnęłam się do niego lekko, a on to odwzajemnił. Oboje zajęli mniejsze z tyłu. Odwróciłam się znów i poszłam na sam przód. Usiadłam sobie i odsłoniłam roletę. Mogłam zobaczyć wszystko. Nagle usłyszałam z głośników męski głos "Za 2 minuty startujemy, proszę zapiąć pasy, życzymy miłej podroży". Zaśmiałam się i zapięłam pasy. Wyjęłam z torebki mp4 i włożyłam słuchawki do uszów i puściłam piosenkę. Kilka sekund później wystartowaliśmy. Oparłam głowę o fotel i patrzałam się w niebo, które było obok mnie. Zatraciłam się w piosence. Zamknęłam oczy i od razu odleciałam


Oczami Bebsa . 

Ja ... - rzekłem - Dobrze. Przyjaciele - dodałam i uścisnąłem jej dłoń. Była taka delikatna. To koniec. Wiedziałem, że straciłem ją już na zawsze. Moje oczy były teraz jak szkoło. Wszystko było takie zamazane. Nie mogłem pozwolić by nawet jedna kropla moich łez spłynęła po policzku. Byłem na siebie wściekły, że powiedziałem " Tak" Ale nie mogłem już tego odwrócić. Wiem jedno. Chce żeby ta dziewczyna była szczęśliwa. Ze mną czy bez mnie. Obiecuje sobie od razu, że gdy jakiś chłopak ja skrzywdzi, będzie żałował do końca życia tego co zrobił.- No to ten. - powiedziała puszczając moją dłoń. 
- Idziemy? Bo pewnie na nas czekają.
- Jasnee - mruknąłem przeciągając. Wziąłem swoją walizkę i razem wyszliśmy z pokoju. Drzwi od Turbus'a były już otwarte. W salonie stała Selena. Zachciało mi się wymiotować na jej widok
- Kotku! - pisnęła podekscytowana
- Tylko nie Kotku! - warknąłem zły.
- No przestań się tak zachowywać - krzyknęła cicho łapiąc mnie za barki
- Weź mnie zostaw w spokoju - powiedziałem wściekły - I chodź już. Bo mnie denerwujesz - syknąłem. Chwyciłem ją za rękę i od razu poczułem odruch wymioty. Wyszliśmy z TurBusu i skierowaliśmy się w stronę odrzutowca. Oddaliśmy swoje walizki i weszliśmy do odrzutowca. Gdy weszliśmy już do kabiny gdzie znajdowała się cała reszta czyli cała moja załoga. Spojrzałem w przód gdzie stała Lexi i uśmiechała się do mnie, odwzajemniłem uśmiech. Starałem się pokazać, że nie jest mi z tym źle. Stała tak dziewczyna, która zmieniłam moje życie o 180 stopni. Wszystko się odwróciło  Zaufałem jej, zraniłem ją, potem odzyskałem a teraz jesteśmy tylko przyjaciółmi. Sam nie wiem czy wytrzymam bez niej. Te nasze kłótnie przed koncertami. To wszystko było takie piękne. Mogę przyznać, że ona się przed mą otworzyła. Na początku pamiętam patrzała na mnie nieśmiało, nie chciała się odezwać, ale widać, ze coś w niej pękło. Widać po niej, że nigdy nie miałam prawdziwego chłopaka, któremu mogła zaufać. " Przestań myśleć bo ci się mózg zagrzeje" powiedziałem do siebie w myślach. Oparłem głowę o fotel i zamknąłem oczy udają się w głęboki sen.


KILKA GODZIN PÓŹNIEJ

 OCZAMI LEXI.

Trzask. Otworzyłam szybko oczy i prawie się przewróciłam chociaż była przypięta do pasów. Obróciłam wzrok i zobaczyłam uśmiechniętego od ucha do ucha Kenneg.
- Czy ty musisz zawsze straszyć? - spytałam poddenerwowana - Wyspać się nie dasz. - wymamrotałam poprawiają się.
- Nie moja wina, że są turbulencje. - rzekł. a wtedy ja oniemiałam.
- Turbulencje? - spytałam półtonem
- Tak. Burza jest i pioruny - otworzył szeroko oczy machając dziwnie rękami
- Rozbijemy się! - cicho krzyknęłam po czym zakryłam usta dłońmi
- Spokojnie nie pierwszy i nie ostatni raz lecimy w burz. Nie rozbijemy się - oznajmił.
- To dobrze - wypuściłam powietrze z płuc i oparłam głowę o fotel.
- Czemu Justin jest taki wkurzony? - spytał
- Justin wkurzony? - zapytałam zdziwiona
- Nie, w sensie, że wszystkim dokucza ale zachowuje się tak jakoś nie jak on sam. Jest jakiś obojętny i spięty. Stanowczo coś mu się musiało stać. - powiedział. Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Spał sobie, jego głowa była lekko pochylona w dół, a w uszach miał słuchawki.
- Nie, no moim zdaniem wygląda normalnie.- wzruszyłam ramionami
- Może, chyba że to ja jakoś dziwnie wyglądam. - rzekł
- No na pewno - dodałam przewracając oczami
- Dzięki Lexi. Jesteś bardzo miła.
- Ależ proszę bardzo. - powiedziałam z uśmiechem
- Jak ja was dziecioki nie cierpię - rzekł stanowczo. - A teraz idę spać. Jeśli będziesz łaskawa to obudź mnie kiedy dolecimy.
- Taaaa jasne, jeszcze ci frytki podam do tego - warknęłam, ale chyba tego nie usłyszał bo miał oczy zamknięte, a w dodatku chrapał. Odsłoniłam trochę roletę i zobaczyłam czarne niebo. Pełno deszczu oraz pioruny. Zawsze bałam się ich. Zasłoniłam roletę i włączyłam sobie piosenkę. Zaczęłam sobie wyobrażać jak to jest być dziewczyną Justina Bieber'a. Nigdy nie pomyślałabym, że go spotkam. Tak szczerze, nigdy nie widziałam, żadnej gwiazdy, chociaż mama pracowała z wieloma. Gdy rodzice się rozwiedli, chciałam zostać z mamą ale oboje rodzice stwierdzili, że lepiej będzie jeżeli zostanę u taty i oto się stało. Zostałam bez niczego. Tylko ja i tata, a potem doszła jeszcze ta zasrana macocha i jej dwie córki. Nigdy bym się nie spodziewała, że moje życie się tak potoczy. Ten chłopak obrócił je do góry nogami, ale nie przeszkadzało mi to. Nie wiem co się stanie jeśli wyjdę z tego samolotu, gdzie z mamą zamieszkamy. Nigdy się tak nie bała. Co jeśli bym musiała wrócić do taty? Na pewno bym uciekła. Pewnie każda dziewczyna bym mi zazdrościła ale ja sobie nie. Ponieważ niektóre dziewczyny, a raczej większość z nich ma obojgu rodziców przy sobie. Już bym wolała mieć normalnych rodziców, normalne życie niż praktycznie nie mieć nic. Jednak to nie ja wybierałam sobie kim będę, kogo córką będę. Bóg tak chciał to niech teraz ma, ale niech wie, że nie jestem tylko na jego rozkazy. Głośne chrapanie Kennego nie dało mi spokoju. Nie mogłam myśleć. Jego chrapanie było gorsze niż ryk Lwa lub dinozaura. Usta szeroko mu się otwierały. Włączyłam na maksa głośność w mp4 i przymknęła oczy.

________________________________________________

Takie sobie. Kolejne może będzie dłuższe. Na razie musicie się tylko tym nasycić ;)
Kocham was <3


wtorek, 4 czerwca 2013

Rozdział 19

- Przecież ja żadnej dziewczynie nie kocham... - rzekł Justin 
- A mamę? - spytałam 
- Mama, przyjaciele oraz moja cała rodzina to jeden wielki wyjątek. Dziewczyny żadnej nie kocham. - odparł bez zastanowienia. 
- Aha. W takim razie ja jestem twoja najlepszą przyjaciółką - warknęłam i wymusiłam uśmiech na twarzy. Nie chciałam być jego przyjaciółką, chciałam być kimś więcej. 
- Już przecież 100 razy to powtarzałem. Ja nie mogę mieć teraz dziewczyny, bo media. Chce się po prostu skupić na karierze. - stwierdził. 
- I na udawaniu związku z Seleną - dodał Fredo, a wszystkie oczy skierowały się na niego. 
- Jeszcze to. Cały czas o tym zapominam. - powiedział wściekły i nieco smutny justin. 
- Dobra dzieci szykować się. Koniec męczącej przygody w Turbusie. 
- No w końcu ! - krzyknęłam podekscytowana.  Wstałam i poszłam do pokoju. Podeszłam do łóżka i je pościeliłam.  Gdy się odsunęłam do tyłu ktoś od razu mnie pociągnął w pasie, że przywarłam ciałe do czyjegoś ciała. Nawet nie musiałam się zastanawiać kto był za mną. Tylko Justin ma takie miłe dłonie. Pocałował mnie w szyję. Pierwsze co chciałam zrobić to zrzucić z niego wszystkie ubrania i rzucić się na niego, ale drugie co mi przyszło na myśl. On nie szuka związku lecz dobrej zabawy. Wyrwałam się z jego uścisku i stanęłam z nim twarzą w twarz. Jego wzrok był jakiś zdziwiony. 
- Coś zrobiłem nie tak? - spytał zmieszany drapiąc się po karku. 
- Nie. Ale wolę żebyś tak nie robił. - powiedziałam poważnie 
- Dlaczego? Przecież w nocy ci to nie przeszkadzało, jak się przytulaliśmy. 
- Nie chodzi mi o dzisiejszą noc. Tylko to, że - westchnęłam głęboko - Bo ty robisz wszystko na przekór. Czyli, że gdy ja myślę, że jest dobrze między nami oczywiście, to od razu coś się zaczyna dziać, czasami coś powiesz, że ja przestaje w to wierzyć. Nie chcę byś mnie skrzywdził. Już raz to zrobiłeś. Nie mam zamiaru przechodzi przez to jeszcze raz. Najlepiej od razu tu i teraz ustalmy kim chcemy dla siebie być. Nie chce się bawić w jakieś bezsensowne gierki. Całujemy się, a potem to mówisz jednak, że nie chcesz się w nic angażować i w dodatku mówisz to tak bez jakiegokolwiek  zastanowienia . Ty dobrze wiesz czego chcesz. Ja też wiem czego chcę. Ale nie zdobędziemy tego bawić się z zakochanych ludzi. Zakochanie polega na to by ludzie ze sobą byli by się kochali. A tu tego nie ma. - powiedziałam wszystko co leżało mi na sercu teraz czułam, że wszystko ze mnie spłynęło. 
- Masz rację. Powinniśmy od razu to ustalić. Ja nie chce cie ranić. Widzę jak cierpisz. To nie jest proste. Już raz się zakochałem nawet wiesz w kim. Kochałem ją  a ona mnie wykorzystywała tylko. Kiedy staczałem się w dół, nie radziłem sobie ona odchodziła, lecz kiedy wracały mi siły wracała by dalej się mną bawić. Ja nie zaufa dziewczynie od tak sobie. Nie potrafię zakochać się w dziewczynie po miesiącu znajomości. Ale ty. Ty jesteś inna. Taka słodka i niewinna. Gdybym cię zranił to sam bym potem cierpiał. Jesteś taka piękna. Wielu chłopaków na pewno chciało by z tobą być. Moja sława nie jest taka prosta. Gdybym miał tą dziewczynę ona nie miała by spokoju. Na portalach społecznościowych, na ulicy gdziekolwiek moje fanki by ją wyzywały, zawsze tak było. Jak byłem z Seleną ciągle słyszeliśmy jakieś wyzwiska kierowane do niej. Gdybyśmy spróbowali ze sobą być, na pewno byś psychicznie nie wytrzymała. One by znalazły sposób na to by cię zniszczyć. Więc wolę jeszcze poczekać ten pół roku minimalnie rok i wtedy dopiero zacząć działać. - odparł 
- No to wszystko wyjaśnia. - powiedziałam patrząc na swoje kapcie. 
- Co masz na myśli? - spytał.  Spojrzałam mu w oczy i przez chwilę w nie patrzałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Bałam się przyznać przed samą sobą, że Justin zawrócił mi w sercu, ale nie mogła mu tego powiedzieć. Jedynym powodem było to że on nie chce mieć dziewczyny i na pewno za te pół roku czy rok ja nie byłabym jego dziewczyną. Zostało mi tylko jedno. 
- Przyjaciele? - spytałam wyciągają w jego stronę ręce. Moje serce zaczęło szybciej bić. Jego źrenice się powiększyły. Już nie było odwrotu, teraz tylko mógł mi odpowiedzieć Tak albo Nie. Patrzeliśmy się na siebie cały czas. Moja ręka trzęsła się jak galareta. 
- Ja... - rzekł ...........


_____________________________________________________________


Hahahaha a se macie glizdy kochane < 3 
Pewnie jesteście na mnie źli bo nie dokończyłam. Jak mówiła, teraz rozdziały będą krótsze. Wiem jestem zła. Ja to dobrze wiem = ) Ale chce żebyści wiedzieli, ze teraz będzie wiele męki, bólu oraz rozpaczy .... 
Tyle mogę powiedzieć ;p 

MEGADEZIA <3 

A se reklama

Elo. Założyłam sobie 

PHOTOBLOGA ..

Można komentować, polecać. Co tam chcecie < 3


Rozdział 18

Przyszedł do mnie z tacką na której były dwie szklanki soku oraz dwa talerze wypełnione jajeśniczką z makaronem. Usiadł obok mnie i podał mi jeden talerze w którym był zanurzony widelec. Wzięłam go chętnie i wtedy zaczęliśmy jeść w ciszy. Było tylko słychać jak czasami nasze widelce obijały się o talerz wywołując dziwny dźwięk. Żadne z nas się nie chciało odezwać. Gdy mój talerz był praktycznie pusty wzięłam szklankę z sokiem i wypiłam ją duszkiem. Odłożyłam talerz na tackę po czym wstałam i zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu mojej walizki.
- Czego szukasz ? - spytał Justin przeżówajać w buzi swoje śniadanie
- Walizki. .- odpowiedziałam
- Są tam - wskazał miejsce w rogu na które nie spojrzałam
- Dzięki. - powiedziałam do niego z uśmiechem. Podeszłam do niej po czym otworzyłam ją i wzięłam pierwsze lepsze ciuchy z wierzchu oraz kosmetyczkę. Skierowałam się w stronę drzwi i gdy już naciskałam na klamkę odezwał się czyiś głos
- Gdzie idziesz? - spytał Justin
- Przebrać się? - spytałam pytaniem na pytanie
- Aha. No Okej . - powiedział i wrócił do swojego jedzenia. Przewróciłam oczami i wyszłam z pomieszczenia. W salonie siedziała praktycznie Lily, Fredo, Kenny który spał w najlepsze i  Selena, która mnie zignorowała i nawet się jej nie dziwię, niech się mnie boi. Przeszłam obok nich i weszłam do łazienki, która znajdowała się za kuchnią. Zdjęłam ciuchy z siebie i weszłam pod prysznic. Leciała z niego prawie, że zimna woda więc mój prysznic trwał jakieś 3 minuty. Gdy wyszłam szybko wytarła się i ubrałam. Mokre włosy wysuszyłam i wyprostowałam, a na koniec zrobiłam sobie lekki makijaż. Gdy wyszłam przed łazienką stał Justin
- Czy ty musisz mnie tak straszyć? - spytałam wkurzona. Już mnie to denerwowało, że ciągle mnie kontroluje.
- Ja tylko chciałem skorzystać z łazienki. - powiedział niewinnie .
- Nie ważne - machnęłam ręką i wyminęłam go. Weszła do salonu i usiadłam obok Lily. Od razu się do niej przytuliłam.
- Mam dość - westchnęłam
- W jakim sensie? - spytała bawiąc się moją ręką
- Tego jest już za dużo. Nie umiem sobie z tym poradzić. - westchnęła głęboko i przymrużyłam oczy.
- Zakochałaś się to normalne - powiedziała bez zastanowienia
- To nie prawda - sprzeciwiłam się marszcząc brwi.
- No jasne jasne, mnie możesz okłamywać, ale siebie to już za wiele. Z resztą ja wiem jak jest.
- No jasne, bo wy wszystko wiecie. Ale j też coś wiem. Was też do siebie ciągnie, ale ty Fredo - zwróciłam się do niego - Lubisz ją bardzo ale nie umiesz jej przeprosić. A ty - teraz spojrzałam na Lily - Ty to samo, tylko, że gorzej. Zamiast zapomnieć o tym co było i żyć dalej ty cały czas o tym myślisz.Może sama się w nim zakochałaś? - spytałam
- Ale nie rozumiesz, że ... - zamknęłam jej usta palcem
- Ty się lepiej zamknij bo mnie denerwujesz. Ja i Justin też byliśmy pijani i co? Stało się. Fredo tez był pijany, a jego popęd seksualny jest jeszcze gorszy niż Justina. - rzekłam na co Fredo się zaśmiał
- Ale co ja? - spytał Justin wchodząc do salonu
- Lexi mówi, że masz mniejszy popęd seksualny od Mnie - powiedział przez śmiech Fredo, a ja walnęłam się w czoło.
- No bo to jest prawda. Ja się nie bawię dziewczynami.Po mimo, że tyle za mną lata to ja i tak chce być z inną - wymamrotał Justin
- Przecież ja się dziewczynami nie bawię. Ty za to jesteś śmieciem, bo nie umiesz powiedzieć dziewczynie, że ją kochasz. - dodał Fredo.
- Przecież ja żadnej dziewczyny nie kocham ...


_________________________________________________________________________

Macie takie krótkie. Hahahah teraz będą tylko krótkie rozdziały.. KOCHAM WAS I PRZEPRASZAM .

CHCIAŁABYM ZAREKLAMOWAĆ SWOJEGO TUMBLR'A

http://mega-dezia.tumblr.com/

jak ktoś coś będzie chciał wiedziec na temat bloga, co się będzie działo w dalszych rozdziałach to pytajcie mnie na ask'u. Chętnie na wasze pytania odpowiem. Oczywiście wszystkie nie będę zdradzać. Bo wtedy to nie będzie niespodzianka. 

niedziela, 2 czerwca 2013

Przepraszam .

Przepraszam wszystkich. Miałam małe problemy w domu. Skończyłam szkołę, ale moje obowiązki są większe. Musiałam przestać tutaj pisać ponieważ moja mama nie radziła sobie z moim młodszym bratem, który się nie uczy i musiałam jej pomagać. Teraz mam nadzieję że wszystko się ułoży i będę dodawać rozdziały częściej. Bardzo przepraszam ;( Kocham Was < 3